Nietypowy króliczek LELO Ida Wave – trudna technologia, łatwe orgazmy

Avatar photo
Autorka:
02.11.2023 · Czas czytania: 6 min

Gadżety LELO są przepiękne i niezmiennie zachwycają mnie swoją skutecznością w dawaniu mi orgazmów. Czy jednak są warte swoich przeraźliwie wysokich cen? I czy aplikacja mobilna marki okazuje się tak samo niezawodna jak same urządzenia? To wszystko testuję na przykładzie króliczka Ida Wave.

Wibratory LELO z kolekcji Wave intrygowały mnie od kilku lat. Wszystkie są wyposażone w technologię WaveMotion™ czyli „falujące” ramię, które masuje dany obszar (zwykle punkt G lub prostatę) podobnie jak palec. Nietypowy króliczek Ida Wave ma oprócz tego jeszcze jeden ważny aspekt: to jeden z pierwszych gadżetów LELO, którymi można sterować za pomocą aplikacji mobilnej. Byłam więc bardzo zaintrygowana tym, jak jego możliwości wypadną w testach. Ostatecznie Ida Wave zagwarantowała mi jazdę na emocjonalnym rollercoasterze.

Wyjątkowy luksus

Za każdym razem, kiedy otwieram proste, czarne pudełko z okienkiem i pięknym produktem, stwierdzam, że żadna inna marka nie dorównuje elegancją LELO. W opakowaniu prócz gadżetu znajduję kabel do ładowania, prostą instrukcję, woreczek do przechowywania i kartę do rejestracji. Ta ostatnia umożliwia skorzystanie z 2-letniej gwarancji producenta na wady fabryczne lub 10-letniej gwarancji jakości.

Standardowe akcesoria

Kabel z bolcem jest standardowy dla marki, więc można używać tego samego dla różnych gadżetów LELO (albo oddać bliskiej osobie, która zostawiła kabel do ładowania Sony w zagranicznym hotelu i zorientowała się po powrocie – niestety prawdziwa historia).

Woreczek jest z rozciągliwego materiału, przypominającego sportową odzież. Może dzięki temu dobrze odprowadza wodę i nie pozwala wilgotnym gadżetom pleśnieć? Natomiast dawny woreczek Sony sprzed kilku lat, ze sztywnego, satynowego materiału wydawał mi się bardziej elegancki.

Gadżet antyinkluzywny

Uproszczona instrukcja odsyła do pełnej wersji, dostępnej także w języku polskim. Na jej trzeciej stronie znajduje się ostrzeżenie, które może i na pierwszy rzut oka brzmi rozsądnie: „Osoby z niepełnosprawnościami fizycznymi, zmysłowymi lub umysłowymi, a także osoby bez doświadczenia i wiedzy o urządzeniu, powinny korzystać z urządzenia wyłącznie pod nadzorem”. Dla mnie brzmi to po prostu ableistycznie (czyli wykluczająco dla osób z niepełnosprawnościami).

Chciałabym wierzyć, że tworzący tę instrukcję mieli dobre intencje. Ale znacznie bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ten disclaimer jest związany z jakimiś skargami od OzN na produkty LELO. Pewnie łatwiej napisać takie ostrzeżenie niż dostosować gadżety do używania przez osoby z różnymi trudnościami. Wydaje mi się to po prostu niesmaczne, chociaż reszta instrukcji jest krótka i czytelna.

Nietypowy króliczek

Ale jako że jestem szczęściarą, która (póki co) jest pełnosprawna, to mogę bezpiecznie przejść do bliższego przyglądania się gadżetowi. A jest na co popatrzeć! Ida Wave ma ciepły, koralowy kolor i błyszczący element o złotej barwie na okrągłej części stymulującej łechtaczkę. Ruchome ramię jest cienkie przy podstawie, dalej rozszerza się w kształt łódeczki. Nie jest bardzo długie, ma kilka centymetrów – wystarczy, by sięgnąć do obszaru G.

Jest na co popatrzeć! Ida Wave ma ciepły, koralowy kolor i błyszczący element o złotej barwie na okrągłej części stymulującej łechtaczkę.

Silikon jest miły w dotyku. Co prawda, mam wrażenie, że wyjątkowo lepią się do niego paprochy, ale być może po prostu lepiej to na nim widać, bo koralowa Ida Wave jest jaśniejsza niż inne moje gadżety LELO. Zabawka jest oczywiście wodoodporna, więc można ją łatwo umyć pod bieżącą wodą. Używa się jej z lubrykantami na bazie wody.

Sterowanie przyciskami

Ida Wave ma jeden przycisk, podobnie jak gadżety LELO sterowane pilotem. Przycisk służy do włączania i przełączania między trybami. Nie da się jednak regulować intensywności działania bez włączenia aplikacji. Dla mnie to trochę słabe: przecież nie zawsze ma się ochotę łączyć gadżet z aplikacją, a trzy przyciski na gadżecie lub pilocie to standard w większości produktów LELO. Fakt, że Ida Wave (cena: 699 zł) ma tylko jeden przycisk, jest więc dla mnie rozczarowujący.

Można też usunąć któreś z dostępnych trybów i pozostawić tylko te, które Cię interesują. To akurat bardzo przydatna funkcja, a bardzo rzadko spotykana.

Bez podłączenia do aplikacji domyślnie wibrator ma do wyboru 4 schematy wibracji i działa na najwyższej intensywności. Za to po podłączeniu do aplikacji LELO ustawienia te można zaprogramować na niższą intensywność i wybrać maksymalnie do 10 dostępnych w aplikacji trybów. Można też usunąć któreś z dostępnych trybów i pozostawić tylko te, które Cię interesują (nie można usunąć tylko trybu nudnego, czyli stałych wibracji). To akurat bardzo przydatna funkcja, a bardzo rzadko spotykana (kojarzę ją tylko z niszowych, medycznych gadżetów MysteryVibe). Sama chętnie usunęłabym z wielu moich gadżetów tryby wibracji, których nie lubię, żeby nie musieć ich za każdym razem pomijać.

Aplikacja jak pilot

Kiedy pierwszy raz połączyłam gadżet z aplikacją, szybko doszłam do wniosku, że (poza wspomnianą możliwością zaprogramowania domyślnej intensywności i trybów) ma ona praktycznie takie same funkcje jak pilot z technologią SenseMotion™, z którego korzystam z masażerem prostaty LELO Hugo. Gadżetem można więc sterować zdalnie poprzez obracanie, potrząsanie i w „nudny” sposób.

Przy obracaniu (Screwing) zmiana pozycji telefonu z leżącej na bardziej pochyloną zwiększa intensywność działania Ida Wave, osiągając szczyt po obróceniu o 90 stopni. W trybie potrząsania (Shaking) działanie wibratora zwiększa intensywność wraz z szybszym potrząsaniem telefonem. To są oczywiście bardzo cool opcje, natomiast w praktyce uważam, że najsensowniejszy jest tryb nudny (Boring), w którym intensywność działania ustawia się na ekranie telefonu plusem i minusem. Każdy tryb aplikacji pozwala też na zmianę schematu wibracji i ruchów gadżetu na jeden z 10 do wyboru.

Najpierw rozczarowania

Nie będę się już pastwić nad nazywaniem podstawowych trybów i schematów „nudnymi”, bo chociaż uważam to za głupie, to do Idy Wave można się przyczepić z wielu innych powodów. Używanie aplikacji na początku może stwarzać problemy. O ile łączenie z gadżetem idzie w porządku (co nie zawsze jest proste przy innych zabawkach i aplikacjach), to sterowanie wydaje mi się nieintuicyjne. Przy każdym trybie należy nacisnąć przycisk „Start”, by zacząć zabawę, a w trybie „nudnym” domyślnie intensywność ustawiona jest na zero. Czyli żeby włączyć gadżet w trybie „nudnym”, należy i zwiększyć intensywność, i kliknąć „Start”. Przy pierwszych kilku użyciach nie rozumiałam, czemu samo zwiększanie intensywności albo samo kliknięcie „Start” nic nie daje. Da się jednak przyzwyczaić do tego, że trzeba się trochę naklikać, żeby włączyć wibrator.

Niestety nie było dobrym pomysłem, by po raz pierwszy użyć Idy Wave z partnerem. Włożyłam ją do środka, odpaliłam aplikację, udało mi się ustawić odpowiedni tryb i chciałam w trakcie używania przytulać się z mężem. Jego udo przyjemnie dociskało gadżet do łechtaczki… Po czym aplikacja straciła łączność z wibratorem. Próbowaliśmy jeszcze kontynuować wspólne pieszczoty z Idą Wave, ale w ciągu kilku minut gadżet stracił łączność z aplikacją jeszcze z 5 razy (za każdym razem musiałam go łączyć od nowa). Bazując na tym, w jakich pozycjach Ida Wave się wyłączała, wywnioskowaliśmy, że niestety bardzo łatwo zakryć jej antenę. Odradzam więc przy używaniu aplikacji LELO zabawę z partnerem, przykrywanie się kołdrą i inne aktywności, które mogą zerwać łączność z gadżetem.

Ani na wyjścia, ani na odległość

Forma zabawki pozwala teoretycznie nosić ją pod bielizną. W praktyce jednak z mojej pochwy Ida Wave łatwo się wysuwa. Muszę ją dociskać do krocza, nawet kiedy leżę na plecach. Próbowałam ją chwilę nosić w majtkach, ale nie czułam, żeby bielizna stabilniej ją trzymała w pochwie, wibrator znów szybko wypadał. Łatwość zrywania połączenia z aplikacją też nie wróży, żeby to był dobry gadżet do używania poza domem.

W aplikacji LELO brakuje też opcji, które dla większości gadżetów sterowanych telefonem są wręcz podstawą. Nie ma możliwości łączenia aplikacji z partnerem na dalszą odległość ani samodzielnego tworzenia i zapisywania trybów. Jestem więc mocno rozczarowana tym, że LELO wypuścili aplikację, która daje w zasadzie te same funkcje co pilot, tylko jeszcze łatwiej zerwać jej łączność z gadżetem.

Ekscytujące orgazmy

Natomiast po tych wszystkich rozczarowaniach używałam tego króliczka jeszcze kilka razy sama, na spokojnie i powoli odzyskiwałam do niego sympatię. Jego moc, zwłaszcza na wyższych intensywnościach (od 6 do 10) jest naprawdę duża i to nie tylko jeśli chodzi o wibrującą łechtaczkową część.

Ruchome ramię również zapewnia bardzo intensywne doznania, co jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Obawiałam się, że będzie miało zbyt małą moc, jednak zdaje się posiadać obie funkcje: jednocześnie porusza się, krążąc w pochwie, jak i wibruje. Ta podwójna stymulacja jest w stanie zadowolić nawet mój niezbyt wrażliwy obszar G. Orgazmy z Idą Wave nie przychodzą może tak szybko jak z bezdotykowymi gadżetami, ale i tak dość sprawnie, a do tego odczuwam je głęboko i intensywnie.

Ruchome ramię również zapewnia bardzo intensywne doznania, co jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Obawiałam się, że będzie miało zbyt małą moc, jednak zdaje się posiadać obie funkcje: jednocześnie porusza się, krążąc w pochwie, jak i wibruje.

Mocny króliczek do używania w domu

Jak pewnie łatwo zauważyć, testowanie Idy Wave wiązało się u mnie z mnóstwem nieprzyjemnych emocji. W tym miejscu chciałabym podziękować mojemu mężowi, który cierpliwie słuchał moich narzekań m.in. o tym, jak to możliwe, że głośniki Bluetooth nie tracą łączności przez dwie ściany, a gadżet traci ją, kiedy zostaje przykryty nogą.

Ostatecznie mam wobec Idy Wave mieszane uczucia. Moim zdaniem, zdalne sterowanie tylko utrudnia obcowanie z tym gadżetem zamiast je ułatwiać. A szkoda, bo to naprawdę przyjemny wibrator o dużej mocy. Może jestem za stara na takie nowinki? Bo osobiście uważam, że zabawki erotyczne sterowane aplikacją mają sens, ale głównie, jeśli da się ich używać na dalszą odległość czy w miejscach publicznych. Dla Idy Wave nie widzę takich zastosowań i mam wrażenie, że lepiej byłoby, gdyby była sterowana trzema przyciskami lub pilotem. Natomiast jeśli ktoś lubi sterowane aplikacją gadżety o dużej mocy, Ida Wave może się okazać wyborem idealnym.

Masz ochotę poznać bliżej króliczka LELO? Sprawdź szczegóły wibratora Ida Wave w naszym sklepie.

Avatar photo

O autorce:

Asia Lewicka

Cześć, jestem Asia! Jestem psycholożką, edukatorką seksualną i absolwentką studiów seksuologicznych. W Secret Delivery ubieram w słowa różne treści, dzięki którym pragniemy przybliżać Wam świat gadżetów erotycznych. Na blogu tworzę cykl artykułów „Wiedza o markach”, w którym opowiadam o historii i produktach najciekawszych firm z branży erotycznej. Dzielę się z Wami również moimi recenzjami gadżetów i kosmetyków oraz kontynuuję cykle „Wiedza o gadżetach” i „Seks-porady dla par”, pisząc poradniki dotyczące zabawek i dbania o życie erotyczne w związku.