Masażer łechtaczki Better Than Chocolate 2 od Nomi Tang – gadżet, który zaskakuje | Recenzja

Autorka:
28.08.2019 · Czas czytania: 8 min
nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 2 nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 2b
Od dłuższego czasu, staram się udowadniać osobom w moim otoczeniu, jak piękna jest ludzka seksualność. I zamiast walczyć, i próbować wrzucić ją w schematy kulturowe, albo w obraz prezentowany przez media, warto ją zaakceptować. Pokochać taką jaka jest, bo to część nas samych. Jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna.

Samomiłość jest jednym z kroków rozwoju nie tylko cielesności, ale całej samoświadomości. Otwiera nas, i pokazuje jak wiele rozkoszy może sprawiać nam, nasz własny dotyk. To naprawdę niesamowite. I wcale nie ma to na celu zastępowanie sobie braków z powodu samotności, albo partnera, który nas „nie zaspokoja”. Tylko uczy, jak lepiej sobie radzić w późniejszych relacjach z drugą osobą. A dokładniej, jak mówić o własnych potrzebach. W końcu istotą udanego życia seksualnego, jest właśnie komunikacja.

nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 6To normalne, że do tej pory nie wiedziałaś, co sprawia Ci przyjemność. To normalne, że masz orgazm przez stymulację innych części ciała niż pochwa. To cudowne, że jesteś inna niż osoby z Twojego otoczenia. Co więcej, one też się od siebie różnią. I każda z nich powinna wsłuchać się we własne potrzeby. Odkrywać je. A w kluczowym momencie, gdy zrozumiesz siebie, będziesz w stanie pokierować drugą osobę po sferach erogennych własnego ciała. Bez nerwów, bez smutku, bez rozczarowania. Nie będziesz się męczyć, z brakiem orgazmu przez długie miesiące. Nie będziesz czuła się winna, że nie potrafisz pokazać partnerowi czego Ci trzeba. Bo dobrze będziesz wiedziała, co zrobić, żeby osiągnąć spełnienie. Prawdziwe – bez udawania.

Osobiście już dawno dotarłam do centrum własnej seksualności – jest nią moja łechtaczka. I kocham ją tak samo mocno, jak mężczyźni uwielbiają swoje penisy.

Osobiście już dawno dotarłam do centrum własnej seksualności – jest nią moja łechtaczka. I kocham ją tak samo mocno, jak mężczyźni uwielbiają swoje penisy. Ale także, oczekuję skupienia od moich partnerów właśnie na niej. I o ile przy seksie oralnym to nie problem, tak nie da się ukryć, że większość pozycji seksualnych omija to niesamowicie istotne miejsce w kobiecym ciele. Tu z pomocą przychodzi gadżet, który zawsze jest ze mną. I to dosłownie – zabieram go nawet, gdy nie planuję się z nikim kochać czy uprawiać samomiłości. Po prostu lubię go mieć przy sobie, a jest nim masażer łechtaczki.

TO WARTO PRZECZYTAĆ

Dowiedz się więcej o łechtaczce z artykułu psycholog-seksuolog Joanny Niedzieli: Jej Wysokość Łechtaczka – co warto o niej wiedzieć?

Moim ulubieńcem jest Moon Vibe od Rianne S (zobacz recenzję). Spisywał się on na tyle dobrze, że nawet przez myśl nie przechodziło mi, żeby szukać dla niego zastępstwa. Natomiast ostatnio coraz częściej marka Nomi Tang przykuwała moją uwagę. Więc gdy pojawiła się możliwość wypróbowania masażera z tej firmy, to nie mogłam się powstrzymać. Szczególnie, że nosi nazwę Better Than Chocolate 2. Czy to samo w sobie nie jest rzuceniem wyzwania?

nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 5Nie ma co ukrywać, Nomi Tang to klasa sama w sobie. I widać to od samego początku. Ale muszę też przyznać, że jest to gadżet, który zaskakuje mnie za każdym razem jak go używam. I mam wrażenie, że jeszcze sporo przede mną do odkrycia.

Better Than Chocolate 2 jest dostępny w czterech różnych kolorach. Niebieski (mój wybór), różowy, ciemnoróżowy, oraz czarny. Masażer przychodzi w białym, kartonowym opakowaniu, z bardzo prostym designem i błyszczącym logo. W środku znajduje się solidnie wykonane pudełko. Białe, całe sygnowane znakami firmowymi Nomi Tang. Uchylne wieczko jest wyposażone w magnes, co tylko potwierdza jak starannie zostało przygotowane. To może szczegóły, ale dają do zrozumienia, że dalej czeka nas coś wyjątkowego. W środku wyściełane jest srebrną satyną, na której spoczywa nasz Better Than Chocolate 2, który samym wyglądem zapewnia o niesamowitych doznaniach. Z boku opakowania znajdziemy również dedykowany kabelek USB oraz instrukcję obsługi. I nie wierzę, że to piszę, ale jest to jedyna instrukcja do gadżetu, którą kiedykolwiek przeczytałam i która faktycznie mi się przydała! 

Po wyciągnięciu zabawki, pierwszą rzeczą na którą zwraca się uwagę jest to, jak wygodnie leży ona w dłoni. Jej kształt przypomina bumerang: szerszy na środku, i ze zwężającymi się końcówkami po bokach, skierowanymi lekko w dół. 

Bliżej jednego ramienia, znajduje się włącznik gadżetu, oraz panel dotykowy Touch Sensor, służący do manipulacji siłą wibracji. Dostępnych trybów mamy pięć, natomiast w zależności od wybranej z opcji, intensywność możemy powiększyć od trzech do czterech poziomów (licząc od najniższej). Domyślnie ustawiona jest średnia moc, która spokojnie mogłaby zastąpić najwyższą. 

Tu warto zaznaczyć, że jest przy tym w miarę cichy. Może nie na tyle, żeby osoba siedząca w tym samym pomieszczaniu nie usłyszała jak pracuje, ale jeśli masz własny pokój, a rodzina jest obok, wtedy można spokojnie wziąć się do działania! 

Na końcu drugiego ramienia, znajdziemy małą dziurkę, będącą wejściem dla kabelka USB. Better Than Chocolate 2 ładujemy przez pięć godzin, i ma nam wystarczyć na dwie godziny nieustannej zabawy. Całość jest wykonana z silikonu (czyli nie łączymy go, z lubrykantami silikonowymi) i jest w stu procentach wodoodporna (do jednego metra).

Muszę przyznać, że miałam co do niego bardzo duże oczekiwania. Mam wrażenie, że tak duże, jak mają niektóre kobiety do nowopoznanych mężczyzn, licząc, że odmienią oni ich doznania seksualne. I chciałam, żeby podołał wszystkim moim wymaganiom.

nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 4Swoją przygodę z Better Than Chocolate 2 rozpoczęłam podczas wizyty u partnera, gdzie nawet nie zaglądając do instrukcji (czyli jak zawsze), podłączyłam gadżet do prądu, na średnio dwie godziny. Po tym czasie, spragniona nowych, silniejszych doznań sprawdziłam na szybko czy działa panel zmieniający intensywność wibracji, oraz ile trybów mam dostępnych. Czując, że zabawka ma sporo mocy ochoczo zaprosiłam ją do łóżka.

W pierwszej chwili było dobrze – nawet bardzo! Miałam drobne problemy z Touch Sensor’em, i wyczuciem, w którą stronę mam przeciągać palcem, tak żeby zmienić siłę wibracji. Ale nie było to coś, czego nie mogłam obejść. Natomiast pamiętam jak poczułam się w pewnej chwili zaskoczona, gdy masażer mimo moich prób zmienienia intensywności, przestał reagować na mój dotyk. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest wadliwy. Albo, że moje dłonie są za śliskie, i może nie wyczuwa odpowiedniego nacisku? Kilka chwil później – wyłączył się! Pierwsze co mi przyszło do głowy to, że to nie możliwe – przecież nie miałam jeszcze orgazmu!

Wylądował ponownie pod ładowarką. Tym razem na całą noc. Rano byłam pewna, że po kilku dobrych godzinach pod prądem, energii starczy mu chociaż na jeden pełen dzień spędzony w łóżku. Niestety czekało mnie kolejne rozczarowanie – ponownie wyłączył się, nim zdążyłam zacząć szczytować. Odłożyłam Better Than Chocolate 2 i wróciłam z podkulonym ogonem do Moon Vibe, który ładowałam raz na tydzień, bądź rzadziej i nigdy mnie nie zawiódł.

Po powrocie do własnego mieszkania, pomyślałam, że może to jednak nie wina produktu Nomi Tang, tylko ładowarki. Dlatego tym razem użyłam innej – sprawdzonej. Kolejna próba – kolejna porażka. Spojrzałam na opis produktu na stronie Secret Delivery. Producent obiecywał ok. dwóch godzin zabawy – nie pięciu czy dziesięciu minut. Poczułam się zrezygnowana.

Przyszedł kolejny dzień, a ja byłam w stanie myśleć tylko o tym, co poszło nie tak. Liczyłam na cud techniki! A otrzymałam produkt nie warty uwagi. Rozważałam wiele opcji. Może wadliwy egzemplarz? Może coś robię źle? A może Nomi Tang wcale nie było tak dobrą firmą jak mi się wydawało? Przyznam, że do tej pory, żaden gadżet, aż tak bardzo nie zaprzątał mi głowy. Ale musiałam od niego odpocząć na ponad dwa dni. Po tym czasie (bez ponownego ładowania), zrobiłam kolejną próbę. W sumie już nawet nie liczyłam na orgazm. Bardziej szukałam potwierdzenia, że to on nie działa jak powinien. I to nie ja popełniam błąd.

nomi tang better than chocolate masazer lechtaczki 3I wtedy ponownie mnie zaskoczył. Działał doskonale, bez ustania przez ponad dwadzieścia minut. I tym razem to ja go wyłączyłam. Następne zabawy przebiegły podobnie – czerpałam tyle przyjemności, ile dawał silniczek umieszczony w końcówce od strony Touch Sensor’a. Czyli naprawdę dużo.

Co się zmieniło? Nie miałam pojęcia! Ale cieszyłam się, że jest w porządku… nazajutrz do nocy, gdy podczas samomiłości znowu się wyłączył. W głowie, miałam już teorię, że może Better Than Chocolate 2 boi się ciemności, a nie dość, że było już po północy to jeszcze schowałam go pod kołdrą? Może to zabawne, ale stwierdziłam, że pora na poważną rozmowę. I zrobiłam to… sięgnęłam po instrukcję obsługi. I wtedy wiele rzeczy stało się jasnych i wytłumaczalnych! 

Po pierwsze gadżet ma funkcję blokowania wibracji. To oznacza, że gdy wybierzemy swój tryb, i ustawimy odpowiednią intensywność, a następnie przez pięć sekund, przytrzymamy logo umieszczone na białym, podłużnym panelu, znak firmowy zacznie świecić się na czerwono – niebieski kolor. I później przesuwanie palcem po Touch Sensor’ze, nie zmieni siły doznań. Bardzo łatwo czystym przypadkiem zablokować w ten sposób gadżet. Wystarczy położyć na nim palec, czy oprzeć kawałek dłoni. A takie rzeczy się dzieją podczas masturbacji oraz stosunku. W końcu wtedy, nasze myśli skupiają się na czymś innym. Nawiasem mówiąc, odblokowuje się go w ten sam sposób. 

Co więcej, gdy zablokujemy gadżet na najwyższej intensywności, przy pierwszym trybie, i będziemy za mocno dociskać końcówkę z silniczkiem do łechtaczki, to po paru minutach logo firmy zacznie podświetlać się na czerwono i zatrzyma się. Jest to coś w rodzaju systemu zabezpieczającego przed przegrzaniem. Jeśli zauważymy to, gdy znaczek Nomi Tang nadal się świeci, możemy zmienić tryb na inny. Bez konieczności przerywania masturbacji. Natomiast w przypadku, gdy przegapimy ten moment, zabawka trwale się wyłącza. Przerwa między możliwością ponownego uruchomienia wynosi około pięciu sekund. Wystarczająco długo, żeby podczas łóżkowych igraszek z partnerem stwierdzić, że się rozładował, ale nie na tyle, żeby ponowne włączenie go i użytkowanie było niemożliwe.

Nie zauważyłam tego problemu, gdy nie blokuje możliwości zmiany siły wibracji. Więc te dwie opcje są ze sobą powiązane. Jedyna podobna reakcja Better Than Chocolate 2, oznacza, że gadżet właśnie się wyczerpał, i trzeba go naładować.

Następnym aspektem na który warto zwrócić uwagę jest to, że (przynajmniej przy kolorze wybranym przeze mnie) na gadżecie widać wszystkie możliwe zabrudzenia. Wszystkie kłaczki czy paproszki z łóżka. Do tego wokół panelu mogą zbierać się zanieczyszczenia. Chyba, że od razu po zabawie biegniemy z Better Than Chocolate 2 pod kran, a potem chowamy do pudełeczka. Czy to wada? Nie do końca. To bardzo mobilizuje to porządnego umycia gadżetu przed użyciem. Dzięki temu niwelujemy możliwość infekcji intymnych, bo nie zdezynfekowaliśmy zabawki, albo zrobiliśmy to niedokładnie. A to częstsze niż się wydaje. Swego czasu doskwierały mi takie problemy, tylko dlatego, że nie przyłożyłam się do umycia (wtedy) wibratora. Tylko pobieżnie przepłukałam go wodą. I tak, zdecydowanie warto o to zadbać dla przyjemności jakiej daje nam produkt Nomi Tang, ale też dla własnego zdrowia.

Tu warto zaznaczyć, że Better Than Chocolate 2 bardzo fajnie sprawdza się również do stymulacji wejścia do pochwy. Co prawda drugi koniec masażera pozbawiony jest silniczka zasilającego, ale wibracje są na tyle mocne, że na przeciwległym ramieniu są odczuwalne. Przez swój kształt bardzo dobrze dopasowuje się do kształtu waginy, więc mamy poniekąd podwójną stymulację. Dla mnie jest to świetne rozwiązanie! 

Również dzięki swojemu wygięciu jest idealnym towarzyszem do łóżka. Kilkukrotnie spotkałam się z problem odpowiedniego ułożenia masażera czy wibratora przy niektórych pozycjach podczas stosunku. Były one albo za duże, albo w połączeniu z moją ręką, skutecznie hamowały możliwość głębokiej penetracji. Better Than Chocolate 2 eliminuje ten problem całkowicie. Nie dość, że dopasowuje się do wzgórka łonowego, to jeszcze, trzymając za jeden koniec zabawki, i stymulując łechtaczkę drugim, nie tworzy dużej przestrzeni między mną, a drugą osobą. A robi to stanowczą różnicę!

Myślę, że koniec końców, dotarłam się z Better Than Chocolate 2 – chociaż trwało to dłużej niż zakładałam. Ale było warto! Teraz nasza współpraca układa się o wiele lepiej. Natomiast nie sądzę, żeby był to gadżet dla początkujących – on narzuca swoje zasady, które albo zaakceptujemy, albo będziemy chcieli zmienić zabawkę, na prostszą w obsłudze. W mojej opinii, gadżet odpłacił się idealnym dopasowaniem i przyjemnymi chwilami w łóżku w zamian za moją cierpliwość. Trochę jak z nowym partnerem, prawda? 

Dodam jeszcze, że gadżet od Nomi Tang zaskakuje mnie o tyle, że czasami włącza się, gdy go przypadkiem dotknę. A gdy próbuje taką reakcję wywołać specjalnie – to mi się nie udaje. Więc nie jestem w stanie stwierdzić od czego to jest zależne. Trochę jakby gadżet sam mi sugerował odrobinę odprężenia. Finalnie warto zaznaczyć, że Better Than Chocolate 2 na jednym naładowaniu wytrzymał około tygodnia, a był bardzo regularnie używany – nawet po kilka razy dziennie. Ten wynik jest jak najbardziej satysfakcjonujący!

O autorce:

Karolina

Witajcie, z tej strony Karolina. Od zawsze pasjonował mnie temat relacji międzyludzkich, szczególnie pod względem tworzenia erotycznego napięcia. Promuję również zdrowe podejście do seksualności oraz bezwarunkową miłość i szacunek do własnego ciała, czym mam nadzieję was zarażać.

Proponowane artykuły