Laya 2 od Fun Factory masażer łechtaczki jak wspomnienie lata | Recenzja

Autorka:
20.11.2020 · Czas czytania: 3 min
fun factory laya2 4 fun factory laya2 4b
Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki masażer Laya II od Fun Factory, to od razu przyszło mi na myśl jedno słowo: wakacje. Może to przez ten błękitny kolor, który tak idealnie pasuje do mojego ulubionego letniego miętowego odcienia lakieru do paznokci albo koloru wody w rozgrzanym basenie, a może fakt, że jest on na tyle mały i poręczny, że aż prosi się o zapakowanie do walizki podróżnej.

Kiedy zobaczyłam zdjęcia promocyjne masażera Laya II, to pomyślałam sobie, że właśnie czegoś takiego szukałam dla siebie. Byłam niezmiernie ciekawa czy ten kształt, który wydawał się idealnie pasować do kobiecej anatomii, będzie rzeczywiście tak dobrze leżał. I muszę przyznać, że owszem – doskonale leży na łechtaczce i szalenie dobrze trzyma się go w dłoni. Na początku wydawało mi się dziwne, że przyciski regulujące tryby wibracji są położone tak nisko, ale jak tylko wzięłam go w dłoń, to zrozumiałam, że absolutnie nie ma tu przypadku i leżą idealnie tam, gdzie powinny – czyli pod palcem wskazującym, dzięki czemu manewrowanie między poziomami wibracji nigdy nie było łatwiejsze.

Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki masażer Laya II od razu przyszło mi na myśl jedno słowo: wakacje. Może to przez ten błękitny kolor, który tak idealnie pasuje do koloru wody w rozgrzanym basenie.

fun factory laya2 2Drobny kształt nie tylko idealnie wpasowuje się do kobiecej dłoni, ale także sprawia, że w głowie nawet nie zaświta myśl czy powinnyśmy go zabrać ze sobą w podróż, bo odpowiedź zawsze będzie brzmiała: a czemu nie? Nie zajmuje dużo miejsca, a kształt jest na tyle nieoczywisty, że można naprawdę mieć wątpliwość do czego tak właściwie ten gadżet służy.

W dodatku w zestawie dostajemy ładowarkę magnetyczną, która z jednej strony ma metalowe kulki magnetyczne, które przykłada się do tych bliźniaczo identycznych na powierzchni masażera, a z drugiej strony kabla mamy wejście USB, więc równie dobrze możemy masażer naładować podłączając do laptopa czy jakiegokolwiek urządzenia z wejściem USB. Dzięki takiemu rozwiązaniu ładowania, masażer Laya II możemy spokojnie zabrać ze sobą pod wodę – czy to pod prysznicem, w wannie albo zwyczajnie do umycia pod bieżącą wodą po zakończonej zabawie.

fun factory laya2 5W opakowaniu jak zwykle znajdziemy instrukcję jak zablokować przypadkowe włączenie w podróży oraz rozpiskę wszystkich dostępnych trybów wibracji, a jest ich aż 10, z czego 4 stałe i 6 zmiennych rytmów. Przełączanie między trybami jest bardzo proste i odbywa się przez przycisk „+”, który przeskakuje za każdym razem o poziom w górę, a „-” powoduje redukcję i powrót do poprzedniego rytmu. Jednak po przejściu z trybów stałych do zmiennych następuje zapętlenie i kiedy po ostatnim zaprogramowanym rytmie naciśniemy „+” to nie wrócimy do samego początku, czyli rytmów stałych, ale do początku rytmów zmiennych. Nie jest to jakiś problem i wszystko jest fajnie rozrysowane w rozpisce załączonej do pudełka, trzeba tylko mieć to na uwadze.

Same wibracje Laya II są dość silne i 10 trybów spokojnie wystarcza, żeby dobrać coś dla siebie w zależności od nastroju danej chwili. Natomiast nie jestem pewna czy ten wibrator sprawdzi się dla osób, które szukają czegoś dyskretnego pod względem głośności. Trzeba przyznać, że silniczek pracuje dość głośno. Mimo tego wydaje mi się, że współlokator zza ściany go raczej nie usłyszy 😉 Nie wiem czy to kwestia akurat takiego egzemplarza czy ogólnie konstrukcji tego modelu, ale w moim wibratorze, kiedy się go przechyli pod niektórymi kątami to zdaje się, że silniczek dotyka ścianki i wtedy wibracje są jeszcze głośniejsze. Mi to osobiście w ogóle nie przeszkadza, ale to przecież wszystko zależy od kontekstu i sytuacji w jakich używamy zabawek.

Masażer łechtaczki Laya II idealnie sprawdza się do zabawy w pojedynkę, ale jest też doskonałym uzupełnieniem seksu we dwoje. Wygodnie się go trzyma i nim steruje w czasie seksu i w ogóle nie przeszkadza w penetracji, a w niektórych pozycjach można go łatwo przytrzymać na miejscu za pomocą ściśniętych ud przez co możemy uwolnić drugą dłoń.

O autorce:

Lenka

Cześć, jestem Lenka! Dużo czytam, trochę piszę i od niedawna zakochałam się w jeździe na wrotkach. Uwielbiam szukać nowych rzeczy, które mnie zachwycą i właśnie to sprowadziło mnie tutaj.

Proponowane artykuły